Adam Sadowski

ORGANISTA

MACIEJ BATOR urodził się w Kłodzku (1984), uczył się w Wałbrzychu, Warszawie, Genewie, Göteborgu, Stuttgarcie i Krakowie. Od 2009 roku pracuje w Świdnicy. Jest kantorem Kościoła Pokoju, nauczycielem, organistą liturgicznym i koncertowym. W 2021 roku założył pierwszą w Polsce szkołę organów online (http://szkolaorganow.pl). Wspólnie z żoną Zuzanną organizuje festiwale muzyczne oraz nowatorskie działania dydaktyczne. Jest ojcem Bernarda (2013), Leonarda (2015) i Henryka (2020).


Ćwicz razem z –> Planerem Ćwiczeń Muzycznych

Zwykle to, co jest „trudne”, niewygodne, dotyczy nieintuicyjnej zmiany układu dłoni. Stąd rozwiązywanie takiego problemu odbywa się poprzez poszukiwanie ergonomii, uproszczenie ruchów.

Maciej Bator

#Ćwiczyć, ale jak? Rozmowa z Maciejem Batorem, organistą

A.Sadowski: Zacznijmy od wspomnień. Chciałbym spytać o początki: poznawanie nut; pierwsze ćwiczenia w domu; osobę, która pomagała wejść w świat muzyki; nastrój panujący w domu.

M.Bator: Kiedy posłano mnie do szkoły muzycznej rozpłakałem się pierwszego dnia i nie zajmowałem się muzyką przez ponad pięć lat. Moją pierwszą wiedzą muzyczną były dwie informacje: dźwięk C to pierwszy na lewo dwóch czarnych zaś w nutach to ten na kresce dodanej pod pięciolinią. Pierwsza informacja pochodziła od siedem lat starszej siostry, druga ze szkoły podstawowej. Elementarzem nutowym z tamtego czasu był Katechizm do czwartej klasy szkoły podstawowej, na którego końcu znajdowało się kilka pieśni z zapisem nutowym.

AS:Czym kierujesz się wybierając do grania taki a nie inny utwór? Jakie kroki podejmujesz by lepiej zrozumieć utwór? Czy masz jakiś schemat ćwiczenia?

MB:Najczęściej nowe utwory odkrywam poprzez wysłuchanie ich z nagrania lub na koncercie. Kiedy mam za zadanie przygotować własny program  koncertu, nowe utwory pojawiają się jako dopełnienie tych wcześniej już znanych. Wybieram repertuar i wydaje mi się że czegoś tu brakuje. Często w takich sytuacjach przeglądam nuty, i tak w programie pojawiają się nowe utwory. Utwór traktuję jako środek do zbudowania napięcia. Jeżeli jest w nim coś dla mnie intelektualnego to najczęściej dotyczy to harmonii i faktury. Interesujące mnie harmonicznie miejsce lub kontrast faktury powodują, że próbuję sobie wyobrazić myśl kompozytora. Zwracam uwagę na własne odczucie i reakcję publiczności. Ciekawostkami z życia kompozytora czy jego własnym opisem utworu interesuję się wtedy kiedy mam opowiadać o muzyce. Nie mam schematu ćwiczenia, wydaje mi się, że poszukuję łatwości i trudności. Szukam miejsc łatwych, wymagających raczej słuchania niż ćwiczenia, przy okazji odkrywam miejsca trudne, które są dla ręki nieintuicyjne. Kiedy nie mam za dużo czasu na przygotowywanie się – gram tylko kilka taktów sprawiających trudności techniczne, pozostałe staram się przedstawić skupiając się na przekazaniu napięcia muzycznego.

 

AS:Czy sposób ćwiczenia może mieć wpływ na jakość występu? Który etap pracy nad utworem wydaje się najważniejszy w przygotowaniach do występu?

MB:Występ i ćwiczenie wydają mi się być zupełnie innym zadaniem. Wiele razy wyobrażałem sobie wykonanie utworu podczas ćwiczenia i potem okazywało się, że występ był zupełnie inny od tego co chciałem przygotować. Ćwiczenie ma wpływ na część techniczną gry, w rzeczywistości nawet sprawdzony repertuar może wymagać poważnego dodatkowego ćwiczenia (przepracowania, „przećwiczenia”) na odmiennym instrumencie. Dla przykładu: grałem koncert na organach z jedną dzieloną klawiaturą, podczas gdy na co dzień ćwiczyłem to samo na dwóch manuałach. Oznaczało to, że ręce przy ćwiczeniu w domu były jedna nad drugą po środku klawiatur a na koncercie jedna z rąk była oktawę wyżej a druga trzy oktawy niżej. I to na jednej klawiaturze z krótką oktawą! To nie było trudne ale… dziwne. Czułem się, tak jakbym dopiero poznawał utwór i klawiaturę. Na dodatek zamiast dwóch 8 stopowych rejestrów był 2 stopowy w lewej i 16 stopowy w prawej. Na koncercie obawiałem się, że łatwo będzie pomylić włączniki głosów organowych albo oktawy na klawiaturze. Szczęśliwie koncert ten należał do bardziej udanych więc wspominam to wszystko bardzo dobrze natomiast związek ćwiczenie-występ byłby tu nie do przewidzenia.

 

AS:O jakiej porze dnia lubisz ćwiczyć? Czy możesz przybliżyć czytelnikom swoje sposoby na pozostanie w formie gdy nie ma wiele czasu na ćwiczenie?

MB:Lubię ćwiczyć w zachwycie, tzn. coś mi się spodobało, przypomniało albo wymarzyło i cieszę się, że mogę to grać. Nie ma pory, która byłaby dla mnie lepsza albo gorsza. Z rana mózg jest wydajniejszy jednak „pojawiają się” nowe sprawy. Wieczorem jest spokojniej, już raczej nie spodziewam się nowych zadań ale ciało marzy o odpoczynku. Jeśli chodzi o formę…  mam wrażenie, że zależy to od skupienia i „śledzenia siebie” podczas gry. Mam kilka miejsc w ulubionym repertuarze, które nawet gorliwie ćwiczone często wykonane są różnie, bez związku z ćwiczeniem. Kiedy jest za mało czasu to bardziej muszę się podporządkować nutom (czasami trzeba zagrać wolniej albo nawet zrezygnować z utworu lub jego części). W przeciwnym razie granie można zamienić w torturę a wydaje mi się, że dobre strony takiej sytuacji są raczej niesatysfakcjonujące. W takich sytuacjach czasami pomocne może być także wcześniejsze granie „w głowie”, czyli wyobrażanie sobie pracy dłoni na klawiaturze bez wciskania klawiszy. W wyobraźni wszystko jest łatwiejsze. :) Kiedy próbujemy już z realną klawiaturą, nie zawsze jest łatwiej ale często lżej na duchu: w wyobraźni wychodziło, więc nawet jeśli ręka nie chce dobrze zagrać to można się mocno pokrzepić tym co dawała wyobraźnia.

AS:Chciałbym spytać także o sposoby na zapamiętanie utworu oraz jak radzisz sobie z trudnymi miejscami w utworze?

MB:Wydaje mi się, że wiele fragmentów utworu opanowanych pamięciowo pochodzi z pamięci mięśniowej a więc mimowolnego zapamiętywania. Nie mam niestety szczególnej łatwości w graniu na pamięć, jeśli chcę grać coś z pamięci działam jak algorytm do kompresji: poszukuję podobieństw i staram się ułożyć je w zrozumiały dla mnie zestaw. Trudne miejsca po porostu nie mogą być trudne. Jeśli są… to znaczy, że jest jakiś problem do rozwiązania. Zwykle to, co było „trudne”, niewygodne, dotyczyło nieintuicyjnej zmiany układu dłoni. Stąd rozwiązywanie takiego problemu odbywa się poprzez poszukiwanie ergonomii, uproszczenie ruchów.

 
AS:
Utwór można również czytać a vista. Czy praktyka a vista to codzienność w Twojej specjalizacji? Do czego może służyć rozwijanie tej umiejętności?

MB:W grze liturgicznej często pojawia się gra à vista. Często sięgam do liturgicznej muzyki z XVI i XVII wieku, jest ona oszczędna w środkach i dosyć łatwo można ją zagrać w tempie umiarkowanym bez przygotowania. Rozwijanie tej umiejętności to podobno podstawa pracy nad usprawnianiem czytania nut w ogóle. Umiejętności wyćwiczone (np. przygotowane utwory) nie są naturalne, dopiero czytanie spontaniczne czy improwizowanie pozwala nam zauważyć  naszą umiejętność w czystej postaci.

AS:Kiedy wypracowałeś swoje sposoby ćwiczenia, które się sprawdzają? Czy mógłbyś podpowiedzieć młodym czytelnikom na co zwracać uwagę przy szukaniu strategii ćwiczenia?

MB:Dopiero kiedy sam zacząłem uczyć innych grania (od 2009) mogłem swobodnie obserwować ten proces. Jeśli ktoś nie ma jeszcze okazji do takiej pracy pozostaje nagrywanie siebie, ale nie po to żeby posłuchać ćwiczonego utworu tylko żeby zobaczyć jak sprawnie lub opieszale pokonuje się trudności. Kiedy patrzymy/słuchamy „z boku”, wszystko może wydawać się łatwiejsze. Nawet jeśli tak w rzeczywistości nie jest to złamanie blokady mentalnej, bezrefleksyjnego powtarzania a może nawet frustrującego „walczenia” z klawiaturą może dać lepszy efekt. Wspomniałem w wywiadzie o zachwycie, to coś co daje mi siłę i pozwala czerpać satysfakcję z grania. W stanie takiego „uniesienia zachwytem” nie trzeba zachęcać do grania. Ale to może nie wystarczyć na długo, później potrzebna jest łatwość rozróżnienia miejsc wymagających ćwiczenia, utrwalania, żmudnej pracy i rozróżnienia miejsc łatwych, nie wartych uwagi. Wydaje mi się, że często „trudny utwór” to dzieło, w którym jest kilka trudnych taktów, a w nich trudne są dwa lub kilka przejścia między dźwiękami. Cała reszta wymagać może tylko wrażliwego słuchania. No i to co najtrudniejsze a zarazem to co jest bardzo delikatne: całość – jakie wrażenie zrobi nasz występ. Tutaj niezwykle trudno pokazać to, jak połączyć zachwyt wykonawcy, ćwiczenie, przygotowanie całości i reakcję instrumentu/akustyki/publiczności. To co może być pomocne to mikro-ćwiczenie: jeśli nasz „trudny utwór” uda nam się ograniczyć do kilku taktów (czyli w rzeczywistości do kilku sekund grania) to myślę, że dobrą praktyką będzie próbowanie krótkich odcinków „z biegu” albo „w biegu”. Kiedy wydaje nam się, że dysponujemy tylko minutą, albo kilkoma, to właśnie tyle ile potrzeba dla sprawdzenia/zagrania/przećwiczenia jednego miejsca. W skali roku takie minuty mogą zamienić się w doby i dać nam poczucie wykorzystania czasu, którego prawie nie było. Granie w momentach braku czasu na ćwiczenie może też uzbroić nas na sytuacje nieprzewidziane, kiedy gramy w dyskomforcie, kiedy jesteśmy myślami gdzie indziej. Jest to temat poruszany wielokrotnie w naszych kursach i rozmowach o muzyce, które od 2020 roku prowadzimy w ramach Szkoły Organów Online, do której wszystkich zapraszamy!

AS:Dziękuję za rozmowę!

Ćwicz razem z –> Planerem Ćwiczeń Muzycznych

 

IDEA PROJEKTU #Ćwiczyć, ale jak?

 Facebook Projekt #Ćwiczyć, ale jak?

 

Bądź na bieżąco!

Next Post

Previous Post

© 2026 Adam Sadowski

Theme by Anders Norén