ANNA WANDTKE WYPYCH
skrzypaczka, solistka, kameralistka, kompozytorka, organizator wydarzeń kulturalnych, wykładowca (dr hab.) klasy skrzypiec w Akademii Muzycznej w Gdańsku. Autorka kilku nagrań płytowych. Twórca warsztatów dla artystów w ramach których prowadzi wykłady motywacyjne, lekcje skrzypiec oraz spotkania mentoringowo-coachingowe. Występuje jako solistka i kameralistka z zespołami i orkiestrami w kraju i zagranicą.
https://www.annawandtke.com/
(…) co ciekawe, nie sam cel cieszy mnie najbardziej, ale sam proces dążenia do niego. Wtedy czuję wartość rozwijania siebie jako człowieka, artysty, skrzypka.
Anna WandTke Wypych
#Ćwiczyć, ale jak? Wywiad z Anną Wandtke Wypych-skrzypaczką
Adam Sadowski: Chciałbym spytać o początki: poznawanie nut; pierwsze ćwiczenia w domu; osobę, która pomagała wejść w świat muzyki; nastrój panujący w domu.
Anna Wandtke Wypych: Moja przygoda z muzyką zaczęła się, gdy byłam w wieku 6 lat. O posłaniu mnie do szkoły muzycznej zdecydowali rodzice. Tata – był w owym czasie perkusistą Opery Bałtyckiej w Gdańsku, mama kierownikiem oddziału „Pożywkarni” w Sanepidzie Gdańskim. Muzyka towarzyszyła mi oraz mojej siostrze Marcie od najmłodszych lat, gdyż tata zabierał nas na próby do opery. I choć wtedy dla dziecka śpiew operowy zdawał się być trudny, fascynowała mnie sama społeczność operowa. Tancerze baletowi, stroje, scenografia, chór, soliści, orkiestra, dyrygent; cała wielka machina. Interesujące, również dla mnie – dziecka, były zakamarki korytarzy operowych – magiczne miejsca tylko dla artystów, wąskie ścieżki, niczym w labiryncie. Dziś śpiew operowy stawiam jako najwyższy, najbardziej wyszukany ideał brzmienia instrumentu. Nie ma nic bardziej osobistego, niż móc wyrażać siebie poprzez instrument, który mamy w sobie. To mój cel w pracy ze skrzypcami: spowodowanie, aby były częścią mnie, mojej duszy, mojego ciała. Otoczenie ich taką opieką, aby zechciały mówić moim głosem, aby zechciały w najpiękniejszy sposób wypowiadać moje myśli i moje uczucia.
W wieku 6 lat rozpoczęłam grę na skrzypcach. W rozszyfrowaniu świata nut początkowo pomagał mi tata, ćwiczył ze mną cierpliwie przez pierwszy rok. Później wyjechał na długi okres czasu do pracy za granicę i sama stałam się dla siebie domowym nauczycielem. Wyrazy wdzięczności należą się mojej mamie, która mimo, iż nie jest muzykiem, podchodziła do mojej edukacji nad wyraz zdrowo, bez przesadzonych ambicji. Pilnowała jedynie, aby „proces ćwiczenia” się odbył, ale sprawę – jak ćwiczę – pozostawiała mi. Cieszyła się z najmniejszych sukcesów, a moje frustracje związane z ewentualnymi porażkami żartobliwie banalizowała, mówiąc: „Dziecko, tylko Ty usłyszałaś, że ta nuta jest zła … zagrasz jeszcze tyle pięknych nut w swoim życiu”. Myślę, że jej podejście przyczyniło się do tego, że szybko zaczęłam samodzielnie pracować i nie przejmować się za bardzo porażkami. Krytycyzm taty i dyscyplina, jakiej ode mnie wymagał przyczyniła się do tego, że obecnie każdą minutę staram się wykorzystać na rozwój siebie, samej, umiejętności oraz przede wszystkim moich podopiecznych. Ale to jest wszystko połączone. Studenci, uczniowie, czy moje własne dzieci uczą się czegoś ode mnie, ale ja uczę się dużo więcej od nich; więcej, czyli, że w każdym z nich skryte są nieprawdopodobne możliwości które nie ukazują się jedynie w przestrzeniach, w których bym tego oczekiwała. Młodzież zaskakuje mnie swymi pomysłami, spojrzeniem na świat, na muzykę; to jak podróż w nieznane zakątki sztuki.
Podczas nauki w szkole miałam kilku nauczycieli, od każdego z nich wiele się nauczyłam. Wierzę w to, że każdy człowiek ma swoja misję w życiu, a to, co mu się przydarza daje siłę i perspektywę, szersze horyzonty, aby tę misję móc w przyszłości godnie realizować.
Studiowałam w Gdańsku w klasie prof. Krystyny Jureckiej oraz w Mannheim w klasie prof. Waleriego Gradowa (Ucznia Leonida Kogana). W Gdańsku nauczyłam się, że jeśli czegoś chcę, mocno pragnę – mogę po to sięgać. Samo wyzwanie, sam artystyczny cel wiąże się z dobrym planem, zaawansowaną pracą, wielokierunkowym rozwojem, ale najważniejsze z SAMODYSCYPLINĄ. I co ciekawe, nie sam cel cieszy mnie najbardziej, ale sam proces dążenia do niego. Wtedy czuję wartość rozwijania siebie jako człowieka, artysty, skrzypka. W Mannheim zaś moja głowa otworzyła się na inne sztuki. Dotarło do mnie, że samo granie, ćwiczenie, to niewystarczająca wartość bycia artystą. Poza studiami w Niemczech mój czas wolny pochłonęły inspiracje malarstwem, rzeźbą, poezją.
W czasie, gdy studiowałam w Niemczech zaczęłam również corocznie uczestniczyć w UBS Verbier Festival w Szwajcarii. Ten czas był dla mnie spełnieniem marzeń artystycznych. Liczne podróże po całym świecie, koncerty w najpiękniejszych salach ( Carnegie Hall – w Nowym Yorku, Musikverein w Wiedniu, Berlińska Filharmonia w Niemczech i tysiące innych) Współpracowałam z wybitnymi dyrygentami: Kurt Masur, Paavo Jarvi, James Levine, Mscislaw Rostropovich, Valeri Giergiev i innymi mistrzami batuty Grałam z Maximem Vengerowem, Mishą Maiskim, Marthą Argerich, Egenij’em Kissin’em, Julian’em Rachlin’em, Renauldem Capusson, Robym Lakatosem, Bobbym McFerrinem i innymi mistrzami.
Słuchanie brzmienia tych wspaniałych artystów, obserwowanie ich osobowości podczas prób i koncertów, rozmowy przy kawie z tak wielkimi mistrzami to najintensywniejsza część mojej edukacji muzycznej. Bogactwo, które od nich otrzymałam na zawsze pozostanie w moim sercu i w mojej duszy.
Po festiwalu, grałam chwilę w Orkiestrze Sinfonia Varsowia. Czas po studiach był i nadal jest czasem mocno koncertowym.
Udało mi się wydać pięć albumów (DUX, Requiem Records): Violin Soul Anna Wandtke – z muzyką klasyczną „inaczej”
(A. Wandtke,R.Lakatos, M. Feldgebel, P. Sommer, G. Piotrowski,
M. Navarette, A. Iberszer, K. Baran, The New Art. Ensemble), Wandtke Plays Polish – z muzyką polską (A. Wandtke, S. Wypych, M. Feldgebel), Avarp – Prologue zmuzyką islandzką (A. Panasiuk,
A. Wandtke, P. Panasiuk), Poldowski Creations (A. Wandtke,
A. Łukaszewicz, M. Feldgebel), Arensky, Shostakovich – Piano Trios / Bellarti Trio ( A. Panasiuk, A. Wandtke, P. Panasiuk). Nagrałam również nowy album Vivaldi New Vibes (A. Wandtke,
P. Kopietz, J. Małachowski, S. Wypych), który zostanie wydany jeszcze jesienią tego roku.
Obok grania moją wielką miłością jest pedagogika. Czuję się ciągle nienasycona poznawaniem nowych smaków w mojej pedagogicznej przestrzeni. Pedagogika to podróż, która wciąga, pochłania i rozwija mnie jako człowieka. Szanuję wszystkich moich podopiecznych, uczę się od nich bardzo wiele. Dzięki wdzięczności mogę być pomocna dla nich.
Od kilku lat realizuję również swój autorski program edukacji interdyscyplinarnej, skupiającej się nie tylko na graniu, ale i odkrywaniu wiary w swoje możliwości, walce z tremą, budowania swojej marki w artystycznym świecie, zdrowiu artysty. Spostrzeżenia, którymi się dzielę mają charakter mentoringu, ćwiczeń coachingowych, przekazywanych z punktu widzenia osoby, która czynnie działa w świecie muzycznym oraz realnie zajmuję się organizacją oraz nauczaniem.
Wkrótce zostanie wydana moja książka „GPS ARTYSTY” – Poradnik Współczesnego Artysty – zawierająca wskazówki dla artystów dotyczące nie tylko grania, ale i wszystkich jakże potrzebnych w dzisiejszym świecie spraw związanych ze światem artystycznym. W książce tej swoimi przemyśleniami dzielić się będą również wybitni artyści, sportowcy, lekarze, businessmani.
Prywatnie mam trójeczkę cudownych dzieci. Są moją siłą, mym natchnieniem do sensu wszystkiego!
A.S.: Czym kieruje się Pani wybierając do grania taki a nie inny utwór? Jakie kroki podejmuje Pani by lepiej zrozumieć utwór? Czy ma Pani jakiś schemat ćwiczenia?
A.W.W.: Wybór utworu to wbrew pozorom sprawa niełatwa. Na decyzję ma wpływ kilka ważnych aspektów:
- Jaka będzie grupa odbiorcza koncertu? Czy gram dla starszych melomanów, ambitnych młodych muzyków, czy pracowników firmy produkującej np. nakrętki do śrubek. Każda z tych grup odbiorczych oczekuje od muzyki czegoś innego.
- Gdy zapoznam się z utworem, musze poczuć więź emocjonalną
z dziełem. Gdy historia, o której kompozytor opowiada zdaje mi się być ważna, ludzka, ciekawa – wchodzę z utworem w relację. Jak aktor odgrywający rolę. - Utwór może być mi bliski pod względem emocjonalnym, wyrazowym, ale i może być dla mnie wyzwaniem intelektualny – mapą, która zaprasza mnie do znalezienia jej istoty (tak jest z utworami współczesnymi, pisanymi w ostatnim stuleciu i dziś)
- Czasem zdarza się, że organizator zamawia konkretny utwór, wtedy rozpoczynam podróż w głąb poznawania lub odkrywania na nowo tej fascynującej krainy.
Aby zrozumieć utwór, powinniśmy zrozumieć sedno, filozofię czasów, w których był pisany, powinniśmy poznać język muzyczny kompozytora, jego stan ducha, inspiracje, hobby, intencje w pisaniu dzieła. Jednak nie powinniśmy zapominać, że ludzie od wieków, mieli podobne uczucia, problemy, marzenia. Dlatego posiadając te teoretyczną wiedzę dotyczącą czasów, stylu, trzeba dać sobie swobodę w wyrażaniu siebie, jako człowieka. Człowiek pisze utwór, człowiek wykonuje utwór i człowiek go słucha.
Pozwolę sobie przytoczyć metaforę/ ilustrację określającą ARTYSTĘ w moich oczach. Artysta kompletny w swą artystyczną podróż powinien zabierać ze sobą WALIZKĘ, której asortyment przez całe życie powiększa. A w niej znajdują się wszelkie umiejętności techniczne, aparatowe, wykonawcze, których jakość z roku na rok jest lepsza, a ilość jest większa. Obok tych „artykułów” w walizce jest koperta. A w kopercie jest LIST. List to świadectwo czasów, w których dzieło było napisane, wiedza o upodobaniach kompozytora, jego osobowości, historii, stylu, języku kompozytorskim. W kopercie zaś, oprócz listu, można znaleźć LUSTRO. Czyli odbicie własnej duszy, własnych emocji. Dopiero zespolenie tych trzech przestrzeni: walizki – umiejętności, listu – inspiracji i lustra – siebie samego, pozwala artyście swobodnie połączyć się mentalnie z dziełem, kompozytorem i sobą.
A.S.: Czy sposób ćwiczenia może mieć wpływ na jakość występu? Który etap pracy nad utworem wydaje się najważniejszy w przygotowaniach do występu?
A.W.W.: Sposób ćwiczenia ma 100% wpływ na jakość występu. Dlatego polecam stworzenie sobie dziennej obowiązkowej bazy (45 minut) ćwiczeń, która staje się celem najważniejszym całego długiego okresu ćwiczenia. Podczas ćwiczenia bazy, zwracamy uwagę na sprawy, które chcemy ulepszyć w utworach, koncertach: na swobodę grania, aparat, bycie sobą podczas współpracy z instrumentem, brzmienie, technikę. Baza powinna składać się z wybranych gam, pasaży, ćwiczeń, etiud, które są ukierunkowane specjalnie dla naszych potrzeb. Wtedy ćwiczenie gam staje się fascynujące gdyż każde lepsze legato, lepsze staccato, każde powtórzenie danego ćwiczenia w lepszej wersji sprawia, że stajemy się lepszymi fachowcami w swojej dziedzinie. Fakt, że stajemy się codziennie bardziej profesjonalni w większości przypadków ładuje nas pozytywną energią i wzmaga głód wiedzy, umiejętności. Sprawia, że chcemy jeszcze piękniej, jeszcze bardziej osobiście, bardziej indywidualnie traktować kwestię brzmienia, wirtuozerii … i misji, którą nam powierzono. Możliwości wzmagają motywację i odwrotnie, motywacja wzmaga możliwości.
Poza bazą, wielce istotnym staje się czas pracy nad utworem. Należy zadać sobie pytanie, do jakiej jakości dążę? Czy interesuje mnie perfekcyjne odegranie nut, czy coś więcej? Jakimi emocjami chcę się podzielić z publicznością? Publiczność ufa artyście, że to co gra, śpiewa, przedstawia światu nie jest amatorską fuszerką. To wielka odpowiedzialność i pewnego rodzaju prawda, czystość naszego sumienia, aby grać w zgodzie z epoką, ze świadomością obowiązującej stylistyki danej epoki. Nie zapominajmy jednak, że oprócz jakości, precyzji, wiedzy muzycznej powinniśmy być sobą, radować się z każdego dźwięku, który jest wyrazem emocji twórcy dzieła i naszych.
A.S.: O jakiej porze dnia lubi Pani ćwiczyć? Czy mogłaby Pani przybliżyć czytelnikom swoje sposoby na pozostanie w formie, gdy nie ma wiele czasu na ćwiczenie?
A.W.W.: Jestem mamą 3 dzieci ( 14, 12, 4 lata). Moje artystyczne życie to jedno wielkie planowanie, dostosowane do wielu osób: opiekunki, hobby, szkoły starszych dzieci, planów męża artysty, który również działa bardzo kreatywnie w artystycznym świecie. Bez planowania oraz konsekwentnego ich realizowania, samodyscypliny i pomocy bliskich, nic by mi się nie udało. Na szczęście przeobraziłam mój garaż w studio do pracy i mogę ćwiczyć nawet w nocy ☺ Muszę również stwierdzić, że będąc mamą artystką, stałam się pewnego rodzaju egoistką. Moi najbliżsi pragnąc mojego szczęścia dostosowują się często do moich zadań. Wiedzą, że poza czasem z nimi, muszę mieć czas na granie, uczenie innych, rozwijanie siebie, czytanie, inspiracje, które budują mnie jako człowieka, artystkę i mamę.
A.S.: Chciałbym spytać także o sposoby na zapamiętanie utworu oraz jak radzi sobie Pani z trudnymi miejscami w utworze?
A.W.W.: Szczerze mówiąc, gdy pracuję nad utworem, sprawa pamięci zdaje się być drugoplanową. Jest to zapewne prostsze u skrzypków, gdyż zadaniem skrzypka jest zagrać jeden głos, podczas gdy pianiści, organiści muszą przyswoić bogatą, szeroką, wielogłosową fakturę.
Myślę, że najprzyjemniejszą wersją uczenia się utworu na pamięć jest taka, gdy podczas ćwiczenia zauważamy, że po jakimś czasie nie potrzebujemy nut. Gdy jednak goni nas czas, warto słuchać nagrań, inspirować się różnorodnością inspiracji, poznawać utwór poprzez słuchanie, własne granie oraz obserwowanie następstwa zjawisk dotyczących jego budowy formalnej, harmonii, czy nawet kwestii palcowania.
Miejsca trudne – to słowa tabu w mojej skrzypcowej klasie ☺ Te, na które musimy bardziej zwrócić uwagę, powinniśmy tak przeorganizować, aby stały się prostymi. Jeśli sprawa w danym miejscu jest skomplikowana dla obu rąk i głowy, należy podzielić zadania. Najpierw skupić się na prawej ręce (w przypadku skrzypków, ćwiczyć miejsce na pustych strunach), potem znaleźć przyjemny, łatwy sposób, ale też taki, który będzie małym wyzwaniem dla lewej ręki. Trudno mi tu wymieniać konkretne sposoby ćwiczeń, gdyż jest ich tysiące … ale najważniejszym elementem ćwiczenia jest SŁUCHANIE oraz samodyscyplina w pilnowaniu JAKOŚCI. Słuchanie w realu, prawdziwe, nie to, które sobie wyobrażamy.
Podczas ćwiczenia stosuję swoją „autorską zasadę” – ZASADĘ PIĘCIU ZMYSŁÓW:
1 WZROK – Czy to, co widzę w nutach, jest tym co wykonuję? (Zgodność z tekstem, dynamiką, agogiką, tempem, stylem itd.)
2. SŁUCH – Czy to, co słyszę jest tym co jest miłe dla ucha. Czy słysze brzmienie zgodne z moim wyobrażeniem dobrej jakości, stylu itd.
3. WĘCH / NOS – Czy swobodnie oddycham sama fizycznie, ale też czy moja fraza oddycha, jest swobodna, autentyczna?
4. SMAK – Czy to danie, które podaję publiczności jest prostym fastfoodem, czy wykwintną, niezapomnianą potrawą?
5. DOTYK – Czy sposób w jaki moje dłonie dotykają instrument, smyczek, jest dla mnie swobodny, przyjemny, czy wyraża moje emocje i moją osobowość.
Sposób pracy wiąże się mocno z wiarą w swoje możliwości i szacunkiem do siebie. Bo przecież jeśli się szanuję, wierzę w swoją sprawczość nie mogę pozwolić sobie na bylejakość, fuszerkę i niewiedzę. Jeśli nie wsłuchuję się w to, co „produkuje” mój instrument dostatecznie dobrze, to tak jakbym nie wsłuchiwała się w siebie dostatecznie dobrze, albo jakbym nie wierzyła, że stać mnie na dobrą JAKOŚĆ. Więc, jeśli coś wychodzi niezdarnie, oczywiście stwierdzam, że taka nie jestem. ☺ Na co dzień nie jestem niezdarna, więc szukam sposobu, aby pokazać mojemu ciału, rękom i głowie, że zadanie, które przed nimi stawiam jest proste. Po prostu mam być sobą, mam czuć się swobodnie, mam realizować swoje marzenia muzyczne. Dochodzę do celu małymi kroczkami, pracując nad każdym elementem jakości, którą sobie wymarzyłam. Upraszczam trudne miejsca, aby pokazać sobie, że owszem, są wyzwaniem, ale bardziej odczytania mapy, znalezienia instrukcji, a nie skoku w przepaść. Uczę swoje ręce i głowę poczucia bezpieczeństwa i tego, że wszystko można znaleźć, jak się szuka. Nie uczę się w stresie. Podsumowując, cierpliwość, wytrwałość, samodyscyplina i wiara w swoje możliwości w pracy ze sobą zdają się być tu i w innych dziedzinach życia szalenie istotne.
A.S.: Utwór można również czytać a vista. Czy praktyka a vista to codzienność w Pani specjalizacji? Do czego może służyć rozwijanie tej umiejętności?
A.W.W.: Granie a’vista bardzo się przydaje w moim życiu zawodowym. Czasem zdarzyło się, że organizator nie miał czasu, możliwości dosłania nut, wtedy pierwsza próba z zespołem odbywała się a’vista. Miło, gdy od pierwszych minut ma się poczucie, że zespół dobrze brzmi, że ludzie są profesjonalistami i szybko reagują, współpracują ze sobą. Bez łatwości w czytaniu a’vista może to być trudne. Warto w „bazie codziennej” mieć jedna etiudę na a’vista. Każdego dnia nową, aby codziennie ćwiczyć ten sposób realizacji muzycznych zadań.
A.S.: Kiedy wypracowała Pani swoje sposoby ćwiczenia, które się sprawdzają? Czy mogłaby Pani podpowiedzieć młodym czytelnikom na co zwracać uwagę przy szukaniu strategii ćwiczenia?
A.W.W.: Każdy rok nauki, każdy poznany człowiek, każda sytuacja w moim życiu jest częścią budulcową tego kim jestem i co robię. Nie uważam, że znam już wszystkie odpowiedzi na zagadnienia skrzypcowe. Uczę się bardzo wiele zarówno, grając, ucząc moich uczniów i studentów, współpracując z innymi, ale i obserwując innych. Ogromną dawką wiedzy jest doświadczenie, przeżycia miłe i te mniej miłe. Mam szeroko otwarte oczy i uszy. Uwielbiam eksperymentować, poszukiwać rozwiązań. Fascynuje mnie sama droga dochodzenia do celu, a celem jest bycie sobą w każdym momencie życia, podczas ćwiczenia, grania przede wszystkim. Studenci i uczniowie to nieodkryte pokłady najróżniejszych talentów, wartości. Moją misją jest szukanie piękna, odkrywanie go tam, gdzie zostało zasiane: w studentach, uczniach, muzyce, rodzinie, przygodzie zwanej życiem.
A.S.: Bardzo dziękuję za rozmowę!
NOWOŚĆ! Pamiętnik Ćwiczeń Muzycznych oraz Planer Ćwiczeń Muzycznych