Adam Sadowski

WIOLONCZELISTKA

WERONIKA KULPA
Wiolonczelistka. Ukończyła z wyróżnieniem Akademię Muzyczną w Gdańsku w klasie prof. Krzysztofa Sperskiego i dra hab. Błażeja Golińskiego, uzyskując tytuł Najlepszego Absolwenta w 2013 roku. W ramach programu Erasmus odbyła roczne stypendium w klasie prof. Andrea Nannoniego w Conservatorio di musica- Luigi Cherubini we Florencji. W 2020 roku ukończyła studia w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy w klasie wiolonczeli barokowej prowadzonej przez Markusa Möllenbecka. 

Współtworzy Gdański Kwartet Smyczkowy, O’Bows Quartet, Kwartet Bonsai, Oblivion Duo, a także współpracuje z zespołem muzyki dawnej Ensemble Inégalité. Na stałe związana jest z LAS Academy oraz Wydziałem Wokalno-Aktorskim Akademii Muzycznej w Gdańsku, gdzie razem z dr hab. Witosławą Frankowską prowadzi zajęcia przygotowujące śpiewaków do praktycznej realizacji repertuaru barokowego.

Ćwicz razem z –> Planerem Ćwiczeń Muzycznych

Ważna jest dla mnie praca nad samym nastawieniem do występu, odczarowanie tych trudnych miejsc i myślenie całością, opowieścią na którą czeka publiczność.

Weronika Kulpa

#Ćwiczyć, ale jak? Rozmowa z Weroniką Kulpą – wiolonczela

A.S. Zacznijmy od wspomnień. Chciałbym spytać o początki: poznawanie nut; pierwsze ćwiczenia w domu; osobę, która pomagała wejść w świat muzyki; nastrój panujący w domu. 

Weronika Kulpa: Naukę gry na wiolonczeli rozpoczęłam w wieku 9 lat. Mój młodszy brat zapragnął grać na skrzypcach, a ja poszłam za jego przykładem. Chciałam grać na flecie, ale miejsce było w klasie wiolonczeli. Początki nie były łatwe. Największym problemem było ćwiczenie, a raczej jego brak. Mój słomiany zapał szybko się wypalił i zaczęły się męczarnie. Płacze i krzyki były na porządku dziennym, raz skończyło się nawet złamanym smyczkiem. 

To cierpliwość mojej mamy sprawiła, że dalej gram. Każdy jej powtarzał “Jak nie chce to niech nie gra”, ale mama chcąc nauczyć mnie odpowiedzialności za podejmowane decyzje, dzielnie trzymała się zasady “Jak się coś zaczyna to trzeba to skończyć”. Po sześciu latach pierwszego stopnia, na których zakończenie tak wyczekiwałam nastąpił wielki zwrot. Sama przyszłam do rodziców i ku ich wielkiemu zdumieniu, powiedziałam, że chcę dalej grać. Zgodzili się. Poszłam do szkoły muzycznej z internatem, później na studia muzyczne, a z każdym rokiem wiolonczela pochłaniała mnie coraz bardziej. Nie byłam cudownym dzieckiem, które nie mogło zmarnować swojego talentu. Potrzebowałam dużo czasu, żeby muzyka i wiolonczela stały się ważną częścią mnie, ale kiedy powiedziałam, że chcę grać, była to moja decyzja, na którą pozwolili mi moi rodzice. Myślę też, że gdybym trafiła na nauczyciela, który nie dałby mi przestrzeni jaką miałam i wymagał ode mnie sumienności, na którą nie byłam wtedy gotowa, to po tych sześciu latach nie zagrałabym już ani razu. A tak nauczyłam się miłości do muzyki i radości z grania, dzięki czemu dalej gram. Z czasem nabyłam cierpliwości do siebie i swojego instrumentu, a także wreszcie nauczyłam się ćwiczyć. 

A.S. Czym kierujesz się wybierając do grania taki a nie inny utwór? Jakie kroki podejmujesz by lepiej zrozumieć utwór? Czy masz jakiś schemat ćwiczenia? 

W.K. Kieruję się swoim gustem, staram się grać utwory, które mi się po prostu podobają, z dużo większą chęcią zabieram się wtedy do pracy nad nimi. Często jednak dobór repertuaru uzależniony jest od koncertu, projektu czy płyty na jaką przygotowuję utwór. 

Spójność  programu na koncertach jest dla mnie bardzo ważna. Sama lubię słuchać koncertów, na których wykonywany repertuar w jakiś sposób się ze sobą łączy, czy to stylistycznie czy historycznie. Od tego też zaczynam pracę nad nowym utworem, od poznania jego kontekstu. Bez świadomości czasu w jakim powstał i stylistyce tego czasu, traci się esencję granego utworu. Każda epoka charakteryzuje się inną estetyką, każdy kompozytor przeżywał inną historię, którą przelewał w nutach na papier, jeśli jej nie znamy, gramy tak naprawdę same nuty, które interpretujemy według naszych przeżyć. 

Przy pracy nad nieznanym mi utworem słucham jego różnych wykonań, aby jak najlepiej poznać dzieło, także od strony słuchacza, skupić się na partiach towarzyszących instrumentów i dostrzec niuanse, które trudno zauważyć, kiedy jest się skupionym na technicznej stronie gry już jako wykonawca. Lubię też pracę “na sucho”, bez instrumentu, ale z samymi nutami. Wyłapywanie trudniejszych fragmentów tylko oczami, opalcowywanie ich w myślach, dobieranie smyczków w samej wyobraźni, często spędzam w ten sposób więcej czasu nad utworem, niż go realnie ćwicząc. Jestem wzrokowcem, dlatego daje mi to poczucie bezpieczeństwa w czasie wykonywania utworu, bo doskonale znam tekst i jego rozmieszczenie na stronach. W czasie ćwiczenia z instrumentem głównie poświęcam czas trudniejszym fragmentom, które ustawiam w wolnym tempie, tak aby mieć kontrolę nad każdym dźwiękiem i ruchem mojego ciała. 

A.S. Czy sposób ćwiczenia może mieć wpływ na jakość występu? Który etap pracy nad utworem wydaje się najważniejszy w przygotowaniach do występu?

W.K. Każdy etap pracy nad utworem ma wpływ na jego sceniczne wykonanie; poprawne rozczytanie dzieła, praca nad techniką gry, ćwiczenie trudniejszych fragmentów. Jednak dla mnie, najważniejszym etapem jest zmierzenie się z całym dziełem, jego narracyjnym rozplanowaniem i z utrzymaniem skupienia pomimo dochodzącej ekspresji. 

Umiejętność interesującego opowiadania historii kryjącej się w utworze, tak żeby nasze emocje ubrane były w jak najdoskonalsze technicznie wykonanie, wymaga niezwykłej podzielności uwagi i umiejętności długotrwałej koncentracji. I to jest element, który wydaje mi się najistotniejszy. Czasem zbyt mocno koncentrujemy się na tych trudnych miejscach i całą uwagę skupiamy na tym, żeby się udały. Z mojego doświadczenia najgorsze było zawsze zaćwiczanie jednego fragmentu i granie go po tysiąc razy, bo to przecież trudne miejsce, to muszę je “wkuć na blachę”. Na blachę nigdy się nie udało, za to, zazwyczaj kiedy “ten trudny moment” pojawiał się w czasie występu, dziwnym trafem nie wychodził, nawet jak był wyćwiczony. Zawodziła pewność siebie i wygrywał strach przed popełnieniem błędu, dlatego tak ważna jest dla mnie praca nad samym nastawieniem do występu, odczarowanie tych trudnych miejsc i myślenie całością, opowieścią na którą czeka publiczność.

A.S. O jakiej porze dnia lubisz ćwiczyć? Czy mogłabyś przybliżyć czytelnikom swoje sposoby na pozostanie w formie gdy nie ma wiele czasu na ćwiczenie?

W.K. Pora nie ma dla mnie większego znaczenia, nie lubię za to ćwiczyć w domu, wolę w sali, klasie, w miejscu do którego idę z nastawieniem, że będę ćwiczyć. Dużo łatwiej jest mi się wtedy skoncentrować na pracy. Czasu na ćwiczenie zazwyczaj jest za mało, dlatego muszę szukać różnych sposobów uczenia się utworów. Często podróżuję pociągami, studiuję wtedy nuty “na sucho” i słucham nagrań utworów nad którymi pracuję. Staram się też nagrywać siebie podczas ćwiczenia i później analizować te nagrania. 

Przed samym ćwiczeniem planuję nad czym będę pracować. Ćwiczenie z instrumentem dzielę na kilka krótkich, ale intensywnych interwałów. Nie potrafię utrzymać pełnego skupienia na jednym fragmencie długo, dlatego aby nie wpaść w monotonię ćwiczę je różnymi sposobami i często je zmieniam. Rozmieszczenie w czasie powtórzeń tych samych fragmentów, wzmaga koncentrację na nich przy kolejnych powtórzeniach. Takie zróżnicowanie ćwiczeń i ich częste zmiany wpływają na ich świadome przyswajanie, a rozdzielenie czasu ćwiczenia na takie krótkie seanse i skupianie się na poszczególnych zagadnieniach sprawia, że ich zapamiętywanie jest dla mnie dużo bardziej efektywne. 

A.S. Chciałbym spytać także o sposoby na zapamiętanie utworu oraz jak radzisz sobie z trudnymi miejscami w utworze? 

W.K. Najlepszym sposobem na zapamiętanie utworu jest uczenie się go na pamięć od samego początku, już na etapie jego rozczytywania. Wtedy jednak trzeba przykuć szczególną uwagę do dobrego rozczytania, aby od początku nie wgrać sobie błędów. Ważne by nie polegać na samej pamięci mięśniowej, bo ta potrafi zawodzić, jeśli palce wyjątkowo pójdą w inną stronę, wtedy łatwo jest się zgubić. W procesie zapamiętywania bardzo pomaga mi formalne i harmoniczne analizowanie utworu, postrzeganie pochodów gam czy pojawiających się pasaży jako małych bloków, które składają się w całość. Często zaznaczam sobie w nutach miejsca, w których coś się znacząco zmienia. Mimo, że jestem muzykiem to jestem wzrokowcem, bardziej niż słuchowcem, dlatego często widzę w wyobraźni zapis nut, który gram. 

Na trudne miejsca trzeba znaleźć swój sposób. Przede wszystkim trzeba zrozumieć co sprawia nam trudność, a później cierpliwie, w wolnym tempie i najlepiej grając różnymi sposobami poszukać najlepszego ułożenia naszego ciała i poczucia relaksu w czasie grania. Dobre palcowanie i  odpowiedni ruch smyczka potrafi wiele zmienić, a komfort psychiczny jaki daje ćwiczenie powoli, pomaga nie szufladkować w głowie “trudnych miejsc”.

A.S. Utwór można również czytać a vista. Czy praktyka a vista to codzienność w Twojej specjalizacji? Do czego może służyć rozwijanie tej umiejętności? 

W.K. Często zdarza mi się czytać a vista na próbach, przed którymi nie dostaję wcześniej nut, kiedy wybieram sama lub z zespołem nowy repertuar i szukamy utworów, które nam podpasują, albo w sytuacjach kryzysowych kiedy koncert czy próba jest do zagrania “teraz” i nie ma czasu się wcześniej przygotować. 

Czytanie nut a vista jest bardzo przydatną umiejętnością w życiu muzyka, a jego praktykowanie ma same plusy.  Ćwiczenie czytania nut bez ich uprzedniego przygotowania uczy planowania, myślenia do przodu i szybkiego reagowania. Rozwijanie tej umiejętności kształtuje wyobraźnię muzyczną, usprawnia podzielność uwagi, rozwija sprawność koncentracji na wielu elementach jednocześnie oraz uczy postrzegania całościowego kontekstu. 

A.S. Kiedy wypracowałaś swoje sposoby ćwiczenia, które się sprawdzają? Czy mogłabyś podpowiedzieć młodym czytelnikom na co zwracać uwagę przy szukaniu strategii ćwiczenia?

W.K. Tak naprawdę nigdy ich nie wypracowałam, moje sposoby ćwiczenia ciągle się zmieniają – w zależności od dnia i chęci do pracy. Staram się obserwować siebie, dobierać różne ćwiczenia, wymyślać własne i szukać każdorazowo najskuteczniejszego sposobu. Bo nie ma jednej złotej reguły na każdy problem. Ile jest muzyków, tyle patentów, jednak najlepiej działają te, które sami odkryjemy.  

Przy szukaniu własnych strategii ćwiczenia warto pamiętać o paru prostych zasadach. W ćwiczeniu  najważniejsza i najtrudniejsza jest cierpliwości. Nowe rzeczy nigdy nie wychodzą „od razu”, a każdy mały cel, jak pokonanie trudnego fragmentu czy nauczenie się nowej artykulacji, wymaga czasu i cierpliwości by go osiągnąć. Trzeba też pamiętać, że progres nie następuje równomiernie z poświęconym czasem, ale im lepiej się gra, tym więcej czasu potrzeba by wspiąć się jeszcze wyżej. 

Efektywne ćwiczenie nie może być za długie. Nie trzeba ćwiczyć dużo, ale ćwiczyć z głową. Dobre ćwiczenie wymaga pełnej koncentracji i skupienia. Ćwiczenie nie powinno być monotonne, a przegrywanie jednego fragmentu sto razy jest nieskuteczne, ponieważ jednostajność nie pomaga w utrzymaniu koncentracji. Przy ćwiczeniu odcinkami nie warto więc powtarzać ich jeden po drugim, ale dobrze jest skupić się na elemencie, który chce się poprawić.  

Dobrze jest też planować swoje ćwiczenie, im dokładniej tym lepiej.  Wyznaczać sobie swoje własne, małe cele do osiągnięcia, a czas, który przeznacza się na ćwiczenie, dzielić na te konkretne miejsca do poćwiczenia. Jeśli ćwiczenie jest skonkretyzowane na wybranych zagadnieniach, to szybciej przynosi efekty.

A.S.: Bardzo dziękuję za rozmowę!

Ćwicz razem z –> Planerem Ćwiczeń Muzycznych

 

IDEA PROJEKTU #Ćwiczyć, ale jak?

 Facebook Projekt #Ćwiczyć, ale jak?

 

DOŁĄCZ do newslettera #Ćwiczyć, ale jak?

Next Post

Previous Post

Leave a Reply

© 2026 Adam Sadowski

Theme by Anders Norén