KATARZYNA MARKIEWICZ
Od ponad 20 lat pracuje w Gdańskiej Akademii Muzycznej jako pianistka towarzysząca, grając ze skrzypkami, altowiolistami i flecistami, co bardzo lubi robić i na co ma swoje własne pomysły.
Obecnie finalizuje doktorat nt. kobiet kompozytorek przełomu XIX i XX w. Jest redaktorką kilkunastu zbiorów nut zapomnianych polskich kompozytorów/kompozytorek.
W 2016 r. została nagrodzona przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaką honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.
NOWOŚĆ! –>oparty na badaniach naukowych i praktyce Planer Ćwiczeń Muzycznych
Dużą rolę w procesie pracy nad utworem odgrywa wyobrażanie sobie partii drugiego instrumentu, nie tylko pod względem samego materiału muzycznego, ale i specyfiki danego instrumentu, a nawet – konkretnego muzyka (…)
katarzyna markiewicz
#Ćwiczyć, ale jak? Rozmowa z Katarzyną Markiewicz, pianistką akompaniującą
Adam Sadowski: Chciałbym spytać o początki: poznawanie nut; pierwsze ćwiczenia w domu; osobę, która pomagała wejść w świat muzyki; nastrój panujący w domu.
Katarzyna Markiewicz: Moje pierwsze muzyczne kroki to czas, kiedy miałam 2-3 lata. Wtedy to tata uczył mnie polskich, francuskich i angielskich piosenek, a potem nagrywał na magnetofon nasze wspólne wykonania. Ja śpiewałam, on grał na gitarze. Wydaje mi się, że było to dosyć sympatyczne, pamiętam niewiele, ale zdecydowanie miałam frajdę, lubiłam się “popisywać”.
W moim rodzinnym domu na Strzyży, w babcinym pokoju tzw. stołowym stało czarne przedwojenne pianino z kościanymi klawiszami i miejscem na zawieszenie świec. To na nim pierwszy raz próbowałam coś zagrać. Było to jak na dzisiejsze czasy stosunkowo późno, bo około 7 roku życia. Zaprzyjaźniony z Rodzicami organista pobliskiej parafii przyszedł kilka razy do naszego domu i nauczył mnie nazw klawiszy. Nut jeszcze nie znałam, grałam więc z nim parę melodii ze słuchu. Krótko potem zaczęłam chodzić na lekcje pianina do sąsiadki z okolicy, z którą do dziś mam ciepłe i serdeczne kontakty. Była bardzo cierpliwą i spokojną nauczycielką. Po dwóch latach edukacji zaproponowała moim Rodzicom aby posłali mnie do szkoły muzycznej.
Formalną edukację muzyczną zaczęłam w wieku 9 lat. Przez okres szkoły podstawowej, podczas ćwiczeń, często towarzyszył mi Tata- inżynier, który widział, kiedy byłam zdemotywowana i próbował pomóc, siedząc i słuchając jak ćwiczę. Z tego co pamiętam, ćwiczyłam głównie” ilościowo”, co z dzisiejszej mojej perspektywy tłumaczy mi dlaczego było to takie żmudne i nudne…
Kilkukrotnie podejmowałam decyzję o rezygnacji ze szkoły muzycznej, ale za każdym razem rodzicom udało się mnie przekonać, żebym tego nie robiła.
AS: Czym kieruje się Pani wybierając do grania taki a nie inny utwór?
KM: Moja praca jest ściśle podporządkowana założeniom katedr w których gram, czyli smyczkowej i instrumentów dętych, i wyborom pedagogów prowadzących. Czasem mam możliwość zasugerowania wyboru utworu, który wydaje mi się najodpowiedniejszy na konkretny etap edukacyjny danego studenta, w którym może on się najpełniej zrealizować z moją pomocą.
Literatura muzyczna jest tak bogata, że nie sposób odczuwać znużenia, a jednocześnie mam ten komfort, że grając po raz kolejny, lecz z innym studentem, tę samą kompozycję, nadbudowuję, na znany już i wielokrotnie wykonywany tekst, nową interpretację.
W warunkach domowych, dla własnej satysfakcji i przyjemności gram utworu nurtu minimal music, utwory kobiet kompozytorek i zapomniane kompozycje. Często muzykujemy z mężem altowiolistą podczas uroczystości rodzinnych, grając transkrypcje utworów muzyki rozrywkowej we własnych opracowaniach (zwłaszcza – utwory latynoskie).
AS: Jakie kroki podejmuje Pani by lepiej zrozumieć utwór?
KM: Przede wszystkim, teraz jako dorosła osoba i doświadczona pianistka towarzysząca, zawsze zaczynam od kontekstu i poruszam tę kwestię również ze swoimi studentami. Myślę o czasie powstania, biograficznych faktach z życia kompozytora, stylu, podbudowie literackiej, odniesieniach do innych zjawisk spoza dziedziny muzyki, etc. To jest klucz do zrozumienia przeze mnie istoty danej kompozycji albo przynajmniej zbliżenia się do niej.
AS: Czy ma Pani jakiś schemat ćwiczenia?
KM: Kiedyś głównie “ćwiczyłam”, co polegało na długich godzinach powtarzania “w kółko” aż coś w końcu zacznie wychodzić…
Potem… już na studiach, nauczyłam się zarządzać czasem przeznaczonym na uczenie się utworu i doskonalenie go. Sukcesywnie zmniejszała się ilość godzin koniecznych do opracowania konkretnego problemu, utworu. Starałam się nie tylko ćwiczyć, ale (za namową ówczesnej pani profesor) jak najczęściej “grać”. Polegało to na zaangażowaniu wszystkich receptorów, wyobraźni i znajdywaniu jakiegoś głębszego sensu w generowanych dźwiękach. Mechanicznemu powtarzaniu mówiłam – NIE. Dzięki temu łatwiej było mi odtworzyć odczucia i wyobrażenia podczas samego wykonania scenicznego.
Obecnie, operując bardzo dużym repertuarem kameralnym, staram się podczas grania (w sensie ćwiczenia) przede wszystkim czerpać satysfakcję i myśleć – słuchać “tu i teraz”.
Bardziej skomplikowane, niewygodne, wyjątkowo trudne technicznie fragmenty “wypreparowuję” z całości, a później, po znalezieniu przyczyny kłopotu wykonawczego, włączam je w tok utworu i sprawdzam, jak się “zachowują”. Mówiąc o wypreparowaniu mam na myśli wydzielanie i zaznaczanie w tekście znakami graficznymi (gwiazdkami) miejsc, które prawie do końca pracy nad utworem wymagają wielokrotnych powtórzeń, by ręka za każdym razem przypomniała sobie układ ruchów. Z reguły są to miejsca w których występują albo skoki akordów, albo niewygodne i nieoczywiste sekwencje dźwięków. Często sytuacja taka ma miejsce w wyciągach orkiestrowych, nie przeznaczonych na fortepian i czasami napisanych bez znawstwa faktury fortepianowej lub bez jej uwzględnienia. Przeglądając nuty, nawet mając niewiele czasu, od razu widzę miejsca zakwalifikowane przez mnie jako takie, których nie jestem w stanie zagrać ad hoc, lecz wymagają one “specjalnej troski”.
Motoryczne utwory, w stylu perpetuum mobile lub trudne technicznie odcinki, faktycznie “ćwiczę” (a więc wyrabiam automatykę ruchów i reakcji), jednak są to raczej wyjątki.
Dużą rolę w procesie pracy nad utworem odgrywa wyobrażanie sobie partii drugiego instrumentu, nie tylko pod względem samego materiału muzycznego, ale i specyfiki danego instrumentu, a nawet – konkretnego muzyka, jego osobistych skłonności, np. do przyspieszania pod wpływem stresu, lub potrzeb – np. grania stabilnie i równo. Wszystko to uwzględniam w pracy nad przygotowaniem materiału do wspólnej pracy.
Bardzo istotne jest w moim warsztacie granie długimi odcinkami utworu, a potem częściami i w końcu całością, by w mózgu powstał ostateczny “ślad”, zapis utworu jako większej całości. Dlatego też naukę utworów zaczynam często od końca, lub przynajmniej staram się równolegle grać wszystkie części (w przypadku utworów cyklicznych).
AS: Czy sposób ćwiczenia może mieć wpływ na jakość występu? Który etap pracy nad utworem wydaje się najważniejszy w przygotowaniach do występu?
KM: Na szeroko rozumianą jakość występu ma wpływ oczywiście również wiele innych czynników. Sposób praktykowania (jakoś nie lubię tego słowa “ćwiczenie”), oraz informacja zwrotna jaką dostajemy na etapach pośrednich (głównie jako uczniowie a potem studenci) ma jednak znaczenie kluczowe.
Etap “rozczytywania” jest istotny z punktu widzenia istoty, idiomu, charakteru konkretnego dzieła i nie powinno się tego zostawiać na jakiś ostateczny koniec całego procesu przygotowywania. Ważne jest unikanie utrwalania złych nawyków, niestety czasem towarzyszy nam pośpiech, nie zawsze możliwe jest uczenie się utworu z komfortem i nadwyżką czasu. Wówczas dochodzi do pobieżnego opracowania trudnego miejsca, tak by można było z dnia na dzień wykonać np. całą kompozycję z innym instrumentalistą. Jeśli ten etap się przedłuży, zostajemy z “wgranym” problemem i zdarza się, że nie uwolnimy się od niego już nigdy, nawet podczas występu scenicznego.
Na etapie środkowym pracy dobrze jest scalać utwór, wyłapując niedoskonałości lub miejsca w których czujemy się niekomfortowo.
W fazie przedkońcowej przydaje się próbne wykonanie przed kimkolwiek (rodzina, osoba, która nie jest profesjonalnym muzykiem), a następnie przed kimś ze środowiska muzycznego (koleżanka ze studiów, z pracy, znajomi muzycy), bowiem często jest to weryfikacja stanu naszego przygotowania.
W fazie kiedy zbliża się publiczna prezentacja efektów, najważniejsza wydaje mi się higiena umysłowo-fizyczna: wysypianie się, inspiracja innymi dziedzinami sztuki, dystansowanie się od oceny, umiarkowany wysiłek fizyczny (typu: spacery, bieganie, gimnastyka, joga, taniec), również pozytywne afirmacje, wizualizowanie występu i praca nad świadomym oddechem. Praktykowanie przy instrumencie z jak największym komfortem, spokojem, z nut, w średnich tempach.
AS: O jakiej porze dnia lubi Pani ćwiczyć? Czy mogłaby Pani przybliżyć czytelnikom swoje sposoby na pozostanie w formie gdy nie ma wiele czasu na ćwiczenie?
KM: Nie ma reguł, wszystko zależy w moim przypadku od wielu czynników, np. od pory roku. Są tygodnie kiedy preferuję poranną pracę przy instrumencie, a czasem doznaję zrywu wieczornej weny. Rano umysł jest sprawny ale ciało może nie być. Jeśli gramy głównie w godzinach porannych, dobrze jest od czasu do czasu sprawdzić jak nam się gra popołudniu i wieczorem, bo jest to jednak najczęstsza pora wszelkich koncertów, zwłaszcza bardziej prestiżowych.
Forma u pianistów wygląda nieco inaczej niż u innych instrumentalistów, takie mam wrażenie po 22 latach pracy zawodowej. Kilkutygodniowa przerwa powoduje, że moje możliwości psychofizyczne rosną wskutek wypoczęcia mięśni i mózgu. Natomiast innym problemem jest zakres przygotowywanego materiału- w przypadku pianistów towarzyszących zdolność do stosunkowo krótkiego przygotowywania się jest bardzo przydatna. Jak wspomniałam powyżej- sen i wypoczynek, a najogólniej – zdrowie, są najlepszą pomocą wtedy kiedy czasu jest za mało. Pomocą może być również analiza tekstu “na sucho” bez instrumentu, czytanie go sobie które można przeprowadzić nawet we własnym łóżku (oczywiście w sytuacjach skrajnych – np. niemożności grania z powodu sąsiadów nietolerujących muzyki o pewnej porze, etc.)
AS: Chciałbym spytać także o sposoby na zapamiętanie utworu oraz jak radzi sobie Pani z trudnymi miejscami w utworze?
KM: W mojej praktyce pianistki towarzyszącej zapamiętywanie utworu polega na czymś innym niż uczenie się go na pamięć. W moim przypadku działa przede wszystkim pamięć dotykowa, umożliwiająca granie z nut nie patrząc na ręce. Obejmowanie wzrokiem (i słuchem) partii partnera wymaga kontroli wzrokowej, zwłaszcza w przypadku bardzo skomplikowanych, np. polifonizujących układów.
Jeśli chodzi o odtwarzanie utworu z pamięci, to po etapie szkoły podstawowej, kiedy wszystko “ samo” wchodziło do głowy a potem z niej wychodziło podczas publicznej prezentacji, w szkole średniej zaczęłam odczuwać poważne problemy z nauką na pamięć coraz dłuższych i trudniejszych kompozycji. Mało wówczas poświęcało się uwagi zagadnieniom mnemotechnik, więc trzeba było sobie radzić we własnym zakresie. Zawsze była to dla mnie główna przeszkoda w zrealizowaniu scenicznym kompozycji w stopniu takim, w jakim była ona przygotowana, właśnie z racji gorszego funkcjonowania mojej pamięci poddanej stresowi. Uczenie się na pamięć było i w wielu szkołach nadal jest traktowane po macoszemu, zostawione uczniowi, choć na pewno pod tym względem wiele się zmienia.
AS: Utwór można również czytać a vista. Czy praktyka a vista to codzienność w Pani specjalizacji? Do czego może służyć rozwijanie tej umiejętności?
KM: Jak najbardziej, jest to ważna dziedzina. A w moim zawodzie zwłaszcza się ona przydaje. Nie ukrywam że lubię grać a vista, choć np. publiczne granie a vista jest bardzo trudne i obciążające, nawet jeśli robi się to obiektywnie nienajgorzej. Zdecydowanie przyjemniej jest grać a vista na przykład podczas wspólnego czytania utworu, na mniej zobowiązujących próbach, kiedy nie ma oczekiwań, że każda nuta musi być zagrana (zresztą w grze a vista nie to jest sednem). Granie a vista jest bardzo rozwojowe, mam wrażenie że stymuluje mózg w sposób podobny (może nie tak silnie) jak improwizacja.
AS: Kiedy wypracowała Pani swoje sposoby ćwiczenia, które się sprawdzają? Czy mogłaby Pani podpowiedzieć młodym czytelnikom na co zwracać uwagę przy szukaniu strategii ćwiczenia?
KM: Sposoby wypracowałam już po studiach, ale na bazie ogromnej wiedzy przekazanej mi przez moich nauczycieli, przede wszystkim moją panią profesor fortepianu z okresu studiów.
Trzeba kierować się własną intuicją, co jest czasem dosyć trudne w młodym wieku. Na etapach kształcenia od podstawowego po wyższy, strategie ćwiczenia podpowiadają dobrzy pedagodzy i mentorzy, a i tak każdy musi sam wypracować sobie swój własny styl, dostosowany do konstrukcji psychicznej, możliwości i ambicji.
Na pewno warto ćwiczyć uważność, żeby być świadomym tego, co i jak działa w naszym organizmie i naszym mózgu, nie popadać w automatyzm, nie zatracać się w ćwiczeniu. Oczywiście wszystko to zależy od indywidualnych warunków i możliwości. Uważność pozwala też nie marnować czasu, który możemy następnie spożytkować na ruch, sport, wypoczynek, zadbanie o siebie i bliskich.
Warto sięgać po literaturę fachową w formie książkowej. Internet również oferuje wiele materiałów, artykułów, e-booków, tutoriali i kursów live, które mogą inspirować. Warto poszukiwać.
AS: Bardzo dziękuję za rozmowę!
NOWOŚĆ! –> Planer Ćwiczeń Muzycznych
rabat 10% z kodem PIANISTA
IDEA PROJEKTU #Ćwiczyć, ale jak?
Facebook Projekt #Ćwiczyć, ale jak?
