PAWEŁ A. NOWAK
akordeonista, pedagog, kompozytor, aranżer i kolekcjoner akordeonów. Pomysłodawca i współtwórca jedynego w Polsce Muzeum Akordeonu w Kościerzynie, właściciel liczącej ponad 300 sztuk kolekcji akordeonów. Organizator Międzynarodowego Festiwalu Akordeonowego w Sulęczynie
na Kaszubach, który odbywa się od 2003 roku. Od kilkunastu lat prowadzi ogólnopolskie wydarzenie związane z biciem rekordu Polski w jednoczesnej grze na akordeonach, które odbywa się co roku w marcu podczas Dnia Jedności Kaszubów.
Koncertuje w kraju i Europie. Występuje solo, z orkiestrami oraz zespołami takimi jak: Cuarteto Re!Tango, Klezmoret, L’Aperitif i Almost Jazz Group. Od 2009 roku współpracuje z Dorotą Lulką tworząc wspólnie z nią ceniony w całej Polsce projekt „Piaf po polsku”. Na swoim koncie ma kilkanaście płyt. Specjalizuje się w tangu, jazzie i – charakterystycznym
dla akordeonu – francuskim stylu musette. W listopadzie 2016 został odznaczony medalem Ministra Kultury i dziedzictwa Narodowego „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.
Młodzi adepci sztuki powinni poszukiwać gatunków, które ich ciekawią i inspirują, a przede wszystkim pozwolą im być autentycznymi na scenie. Wtedy okaże się, że ćwiczenie nie będzie mozolne, nudne czy wręcz przymusowe, a inspirujące, odkrywcze i pozwalające poznać lepiej samego siebie.
Paweł A. Nowak
#Ćwiczyć, ale jak? Rozmowa z Pawłem A. Nowakiem – akordeon
A.Sadowski: Zacznijmy od wspomnień. Chciałbym spytać o początki: poznawanie nut; pierwsze ćwiczenia w domu; osobę, która pomagała wejść w świat muzyki; nastrój panujący w domu.
P.A.Nowak: Nuty poznałem w szkole muzycznej we Wrzeszczu, to było w 1994 r. Wcześniej ochoczo stukałem we wszelakie napotkane klawiatury, robiłem to ze słuchu. Kiedy zaczęła się regularna praca przy instrumencie nieocenioną pomoc otrzymałem od taty, który miał za sobą kilka klas szkoły muzycznej na saksofonie, również we Wrzeszczu, ale jeszcze na alei Zwycięstwa. Ja poszedłem już na Dmowskiego. Tata oprócz edukacji muzycznej grał także kilka lat w zespole, który tworzył z braćmi i kolegą. Panowie grali na weselach, mieli mnóstwo pracy bo podobno grali inaczej niż inni… Zespół rozleciał się bo jak wspomina tata część grupy chciała ćwiczyć i rozwijać się, a część wolała chałturzyć. Mój tata na szczęście był w tej pierwszej grupie. W moim domu muzykował także dziadek, tata mojej mamy, a zatem byłem „skażony” z obydwu stron i pójście do szkoły muzycznej było tylko kwestią czasu. Poszedłem dobrowolnie, choć chciałem grać na fortepianie. Niestety nie wszedłby do mieszkania, ba, już do windy by się nie zmieścił, zatem stanęło na wersji mobilnej czyli akordeonie.
A.S.: Czym kierujesz się wybierając do grania taki a nie inny utwór? Jakie kroki podejmujesz by lepiej zrozumieć utwór? Czy masz jakiś schemat ćwiczenia?
P.A.N.: Od czasu kiedy ukończyłem studnia gram przede wszystkim to co lubię i to co mnie interesuje. Klimaty z nie mojej bajki pojawiają się bardzo rzadko. Wychodzę z założenia, że na scenie można być autentycznym tylko wtedy, kiedy gra się to co naprawdę się lubi i czuje, no chyba, że jest się dobrym aktorem…
Zarówno zrozumienie utworu jak i opracowanie metody jego ćwiczenia to kwestia, w której nigdy działam według klucza, schematu.
A.S.: Czy sposób ćwiczenia może mieć wpływ na jakość występu? Który etap pracy nad utworem wydaje się najważniejszy w przygotowaniach do występu?
P.A.N.: O tak, to oczywiste, chyba każdy muzyk zdaje sobie sprawę z tego, że jeżeli nie będzie ćwiczył właściwą metodą to niestety odbije się to na jego tzw. wykonie. Uważam, że kluczowym dla utworu jest jego właściwe i dokładne rozczytanie. Równie ważne jest opracowanie wygodnych dla wykonawcy aplikatur.
A.S.: O jakiej porze dnia lubisz ćwiczyć? Czy mógłbyś przybliżyć czytelnikom swoje sposoby na pozostanie w formie gdy nie ma wiele czasu na ćwiczenie?
P.A.N.: Najchętniej ćwiczyłbym tylko do południa. To czas kiedy mój umysł pracuje na najwyższych obrotach, jestem wtedy wypoczęty i potrafię zrealizować postawiony sobie cel dużo szybciej niż popołudniu czy wieczorem. Przed 6 marca, bo wtedy zagrałem ostatni koncert, bardzo trudno było znaleźć w moim kalendarzu choć jeden wolny tydzień. Nawet jeśli nie koncertowałem to musiałem przygotowywać nowy repertuar lub miałem sporo prób. Dotychczas grałem rocznie od 60 do 90 koncertów. Taka częstotliwość sprawia, że nawet nie ćwicząc jest się w formie. Czasem muszą wystarczyć próby akustyczne bo jest się w ciągłym biegu, trasie etc. W moim przypadku forma jest w miarę równa bez względu na to czy ćwiczę czy nie, o wiele większe znaczenie ma dla mnie to czy jestem wypoczęty, zwłaszcza psychicznie. Wielkie znaczenie ma dla mnie publiczność, jeśli jej reakcja na to co gram jest pozytywna to dostaję tzw. skrzydeł i forma wzrasta natychmiast. Wielką wagę przywiązuję do realizacji dźwięku na scenie, komfortowe warunki akustyczne bardzo często są dla mnie inspiracją jak również motorem napędowym.
A.S.: Chciałbym spytać także o sposoby na zapamiętanie utworu oraz jak radzisz sobie z trudnymi miejscami w utworze?
P.A.N.: Na szczęście nikt już nie wymaga ode mnie grania pamięciowego. Oczywiście sam jako nauczyciel akordeonu muszę wymagać tego od swoich uczniów, ale uważam, że to czy ktoś ma przed sobą kartkę z nutami czy jej nie ma nie powinno być poddawane jakiejkolwiek ocenie. Są artyści, którzy nie lubią grać z nut i są tacy, którzy bez nich nie wyjdą na scenę. W moim przypadku sytuacja nie jest jednoznaczna i zależy od programu oraz składu zespołu. Np. jeśli gram jazz czy muzykę klezmerską to nuty są często tylko kartką z rozpisaną formą i ewentualnymi akordami. Kiedy zaczynam improwizować to zamykam oczy co pomaga mi w całkowitym oddaniu się tzw. solówce po czym wracam do „kartki”, aby kontrolować sytuację. Z kolei kiedy gram tango ze swoim Cuarteto Re!Tango to nuty są mi niezbędne. Jest w nich masa notatek, nad którymi lubię mieć kontrolę. Mnogość repertuarów i projektów, w których biorę udział wymusza wręcz na mnie obecność nut na pulpicie. Zapamiętanie wszystkich utworów, w tym form, aplikatur i o zgrozo częstych zmian robionych jeszcze przed wejściem na scenę byłoby w moim przypadku niemożliwe. Są programy, które gram od kilku lat, a mimo to korzystam z notatek, które stanowią dla mnie na scenie pewien bufor bezpieczeństwa. Ileż to razy wchodziłem na scenę po niemal całym dniu za kierownicą, mogła być wspaniała publika i dźwięk, ale zmęczenie dawało o sobie znać i zapominałem kolejnych fragmentów, w takich sytuacjach nuty mnie zawsze ratowały. Może się czepiam, ale uważam, że temat grania z pamięci w naszej edukacji artystycznej jest przewartościowany. Miałbym w tej kwestii jeszcze sporo do powiedzenia. Chociażby taki przykład ze studiów kiedy akordeoniści grający pewne preludium i fugę Bacha musieli je wykonać z pamięci, a organiści nie. Ale to chyba temat na osobną rozmowę. Co do trudnych miejsc w utworze mam kilka rozwiązań. Na pierwszym miejscu stawiam aplikatury, o czym już poniekąd wspomniałem. Często korzystam z tzw. sposobów rytmicznych jeżeli fragment wymaga biegłości palców. Nie będę też ukrywał, że zdarzają się w utworach miejsca, które są nie do przejścia. Wtedy pojawia się pytanie czy przez kilka niewygodnych dźwięków lub taktów mamy zrezygnować z wykonywania takiego dzieła lub zjadać paznokcie przed wejściem na estradę czy może po prostu zaaranżować go pod własne możliwości. Ja zawsze wybieram to drugie rozwiązanie! Koncertu nie można traktować jak kolejnego egzaminu przed komisją, nikt nas nie będzie rozliczał z pojedynczych nutek, a nawet jeśli ich zabraknie to wybronimy się autentycznością i szczerością przekazu.
A.S.: Utwór można również czytać a vista. Czy praktyka a vista to codzienność w Twojej specjalizacji? Do czego może służyć rozwijanie tej umiejętności?
P.A.N.: Czytanie a vista to dla mnie niemal codzienność. Często kiedy spotykamy się na próbach Cuarteto Re!Tango ktoś przynosi nowy aranż i trzeba grać. Ileż to razy na próbach z Almost Jazz Group pojawiała się nowa kompozycja i od razu „robiło się muzę”. Z przykrością stwierdzam, że nie raz z braku czasu grałem na próbach a vista utwory, które powinienem przygotować częściej. Chyba każdy zawodowy muzyk doświadczył takich sytuacji. Uważam, że umiejętność szybkiego czytania nut jest wielką wartością. Muzycy posiadający te umiejętność zazwyczaj są bardziej elastyczny, szybciej reagują na to co dzieje się w zespole jak również mają więcej do zaproponowania artystycznie, a w czasach kiedy „czas to pieniądz” taka zdolność może się także przełożyć na wymiar materialny.
A.S.: Kiedy wypracowałeś swoje sposoby ćwiczenia, które się sprawdzają? Czy mógłbyś podpowiedzieć młodym czytelnikom na co zwracać uwagę przy szukaniu strategii ćwiczenia?
P.A.N.: Chyba uczyłem się tego wszystkiego od samego początku edukacji artystycznej. Najpierw nieświadomie, później w pełni świadomie, ale uczę się cały czas i współpraca z innymi muzykami to najlepsza szkoła, tylko trzeba potrafić wyciągnąć z tej szkoły wnioski. Uważam, że strategia ćwiczenia, wbrew celom tej rozmowy jest wtórna. Młodzi adepci sztuki powinni poszukiwać gatunków, które ich ciekawią i inspirują, a przede wszystkim pozwolą im być autentycznymi na scenie. Wtedy okaże się, że ćwiczenie nie będzie mozolne, nudne czy wręcz przymusowe, a inspirujące, odkrywcze i pozwalające poznać lepiej samego siebie.
A.S.: Bardzo dziękuję za rozmowę!
Ćwicz razem z –> Planerem Ćwiczeń Muzycznych
IDEA PROJEKTU #Ćwiczyć, ale jak?
Facebook Projekt #Ćwiczyć, ale jak?
Bądź na bieżąco, DOŁĄCZ do #Ćwiczyć, ale jak?